Filozofia bezpośrednia, czyli filozofowanie bez prezerwatywy
© Copyright by Robert Surma 2002.
Historia Hannah
Hannah, młoda amerykańska nastolatka żydowskiego pochodzenia, jest już znużona powtarzanymi każdego roku zjazdami rodzinnymi1. Celebrowanie święta Paschy w towarzystwie cioci i innych członków rodziny wydaje się jej coraz bardziej nudne i pozbawione sensu. Dziewczyna woli spędzać czas wolny wśród swoich rówieśników sycąc się atmosferą wielkomiejskiego życia, odwiedzając puby, flirtując, plotkując z koleżankami2. Jej uwaga skupia się raczej na makijażu, układaniu nowej fryzury, zakupach i wybieraniu z katalogu modnego tatuażu niż wspominaniu czasu holocaustu. Należy do zupełnie innego pokolenia niż jej dziadkowie kultywujący wciąż pamięć o swoich krewnych pomordowanych w czasie II wojny światowej.
Z wielką niechęcią udaje się więc na tegoroczne święto do cioci Ewy, u której znowu wszyscy będą opowiadać te same historie o zagładzie. Nie ma na to najmniejszej ochoty. Ulega jednak prośbom rodziców i wspólnie z nimi bierze udział w uroczystości. Obrządek przewiduje, by jedna ze zgromadzonych osób otworzyła drzwi na symboliczne przyjście proroka Eliasza. Gdy wybór pada na Hannah, dziewczyna wstaje od stołu, otwiera drzwi i nagle zostaje przeniesiona w czasie do roku 1941... do Janowa, małego miasteczka w Polsce.
Młodej dziewczynie trudno odnaleźć się w wojennej rzeczywistości. To, co kiedyś znała jedynie ze szkolnych lekcji historii, nagle staje się jej udziałem. Niemieckie patrole na ulicach, spalone budynki, napisy na murach JUDE RAUS!
.
Tkwiąc w nowej rzeczywistości, bierze udział w żydowskim weselu swojego kuzyna. Wtem budynek zostaje otoczony przez esesmanów, a wszyscy weselnicy wpędzeni do ciężarówki i przewiezieni na teren obozu koncentracyjnego.
Obozowe realia wywołują u Hannah szok. Wszystko, co się tam dzieje, jest już jej znane... teoretycznie. Odgrzebuje w pamięci zasady i mechanizmy funkcjonowania obozu... wszak wysłuchiwała wszystkich szczegółów każdego roku na rodzinnych spotkaniach... aż do znudzenia. A jednak uczestniczenie w tych wydarzeniach jest zupełnie czymś innym niż słuchanie o nich. Teraz zaczyna żałować, po raz pierwszy w życiu, iż lekceważyła te wszystkie opowieści swojej cioci, wujka, dziadków. Teraz każda informacja jest na wagę... przetrwania.
Wszystko dzieje się naprawdę! To nie jest gra, która zawsze kończy się komunikatem Game over!
. Z kominów unosi się dym przez cały czas, a kolejne grupy żydów przywożonych do obozu prowadzone są do łaźni. Rację miał dziadek, który podczas wszystkich zjazdów rodzinnych wciąż uparcie powtarzał jedno zdanie (pozostałość obozowych przeżyć): Arytmetyka... liczby... Dodajesz, odejmujesz... i żydzi przestają istnieć
. Dla Niemców to proste.
Piękne włosy Hannah zostają ścięte, a na jej ramieniu wygrawerowany zostaje numer obozowy... jakże ironicznie wspomina teraz swoją dawną zachciankę posiadania tatuażu. Drżąc z zimna na obozowej pryczy, uświadamia sobie, że to ona jest jedną z tych osób, o której snuto opowieści w czasie corocznych świąt i zjazdów rodzinnych. Jest jedną z tych osób, o której stara ciocia Ewa tak często opowiadała... a które to opowieści tak bardzo ją kiedyś nudziły i drażniły. Tym samym uświadamia sobie, jaki czeka ją koniec. To, co dzieje się dookoła nie jest złym snem, z którego można się przebudzić.
I rzeczywiście, po pewnym czasie, wraz z innymi więźniarkami, zaprowadzona zostaje do łaźni. Wchodząc do tego pomieszczenia zdaje się być jedyną osobą świadomą tego, co zaraz się stanie. Zna koniec tej historii... W tym momencie można odnieść wrażenie, że Hannah jest istotą, która nie ma nic wspólnego z osobą, którą była dotąd, typową amerykańską nastolatką. Tożsamość tych dwóch postaci wydaje się wręcz nieprawdopodobna, absurdalna, śmieszna, przypadkowa... Z otworów wydrążonych w suficie "łaźni" wysypują się małe białe kulki. Kobiety zaczynają się dusić. To, co teraz dzieje się z Hannah nie ma nic wspólnego z "opowieścią"... życie nie ma nic wspólnego z opowieścią: A więc to koniec... ja naprawdę umieram
. Myśl taka jest krótsza zawsze od sekundy, a stopień odczuwania realności tej-oto-właśnie-dziejącej-się-chwili osiąga swoją pełnię. Nic wcześniej i nic potem nie jest bardziej rzeczywiste.
Słowa a rzecz sama
Opowieść, słowa, traktaty, rozprawki. Mgła...
Filozofia współczesna opowiada... jest opowieścią. Bycie filozofem współczesnym jest zawodem... lub mówiąc bardziej wprost: sposobem zarabiania pieniędzy... wygodnym sposobem. Higienicznym.
Każdy (uogólniając) współczesny historyk filozofii robi rzecz bardzo nieładną: wmawia wszystkim dookoła, iż nie jest historykiem, lecz filozofem3. Historyk taki nie tylko jest pozorantem podszywającym się pod filozofa, ale jest też sprawcą rzeczy jeszcze bardziej niesmacznej: propaguje myśl fałszywą, tezę o tym, że filozofia to słowa. Kłamca! Rozgłaszając tę myśl, wtłaczając w umysł każdy, staje się pasożytem: doksonomem, który zatopiwszy zęby w wiekowym strzelistym ruchu filozoficznym, wysysa jego żywotne soki, pożywia się jego siłą.
Historyk filozofii to zombi, nie żyje, lecz symuluje żywego. Umysł jego rozkłada się na wysypisku słów, stęchliźnie twierdzeń, tez i lematów. Nie potrafi nic więcej. Robi to, gdyż to dla niego jedyny sposób zarobienia na życie.
Układanie słów zgrabnych, wydumanych i nadmuchanych, przyprawionych odrobiną łaciny i greki4. Jaskinię, w której pracuje, nazywa uniwersytetem, a ludzi wpatrujących się w ścianę i zgadujących następujące po sobie cienie - studentami filozofii. Problemem, czyli tematem, może być wszystko, a celem nic. Nie ma w nim życia! Ledwo oddycha, sapie niewyraźnie, rozkłada się... Robaki chcą pożywić się tym rozkładem, lecz pod skórą nie znajdują niczego... tylko powietrze... uchodzące5.
Filozofia współczesna (pośrednia) nie jest filozofią, nie jest miłością mądrości (philo-sophia). Jest słowem, doksą (doxa), a miłość nie jest słowem. Miłość jest czynem! Zakochany kocha, bo musi! Bez względu na okoliczności. Ukierunkowany na obiekt swojej miłości, pragnie go, pożąda. Nie kocha, aby otrzymać stypendium. Nie pragnie też całować obiektu swego pożądania przez szybę. Pragnie to zrobić bezpośrednio. Niepotrzebny mu kapłan odprawiąjący w jego imieniu mszę, pośredniczący w jego miłości. Zakochany nienawidzi pośredników.
Filozof to miłośnik mądrości (philosophos). Zaś uniwersytecki filozof (sophistes) "kocha" mądrość w sposób pośredni, za pomocą słów i w świecie słów6. Pozorant to tylko! Miłośnik prawdziwy zwraca się ku mądrości bezpośrednio, ku rzeczy samej biegnie. Poznając sprawiedliwość, staje się sprawiedliwy... czyniąc pokazuje, iż wie, co to jest sprawiedliwość, gdyż po czynach ich poznacie
, nie po słowach.
Filozof pozostaje zawsze filozofem... w sytuacji ekstremalnej jego filozofia uwierzytelnia się. Zmiana miejsca siedzenia nie wpływa na punkt jego widzenia. Obcując każdego dnia bezpośrednio z rzeczywistością, zna wszystkie miejsca siedzenia. Zna rzeczywistość, bo ją kocha. Kocha bez prezerwatywy, którą jest teoretyzowanie. Filozofia bardziej przejawia się dla niego w porannej pikiecie pod siedzibą parlamentu niż w popołudniowym produkowaniu słów na uniwersyteckiej sali wykładowej7. Widząc niesprawiedliwość, wie, co powinien zrobić... co powinien zrobić prawdziwy mężczyzna. Potrafi nie tylko mówić o pojęciu prawdy, ale żyć prawdą. Nie tylko zastanawiać się nad tym, czy istnieje dusza, ale kochać ją... w innej istocie, zwierzęciu... nie zjadać go. Po czynach ich poznacie
, nie po słowach... bańkach mydlanych. Potrafi on nie tylko teoretyzować na temat początków Wszechświata... ale dać się przede wszystkim zauroczyć Wszechświatowi... tak żeby same ugięły się kolana i łza wzruszenia pojawiła się w kącikach oczu. Większą wartość dla niego będą miały nie tyle dociekania epistemologiczne, ile powiedzenie stonowczego NIE! wszystkim ministerialnym urzędnikom, którzy bez wiedzy epistemologicznej będą chcieli przeprowadzić kolejną chybioną i totalitarną reformę edukacji8 i oświaty (doxa). Nie przyłoży on do tego swojej ręki... nawet za cenę utraty stypendium i niepowodzenia swojej habilitacji. W czynach bowiem przejawia się jego miłość do mądrości, a nie w słowach. Filozof ci to bowiem jest, a nie doksonom, który znając szczegółowy życiorys Kanta, uważa swoje ekspresje za filozofię. Filozofia bowiem to nie znajomość Kanta, ale miłość mądrości w czynach się przejawiąjąca. Filozofując można często poczuć krew... nie tylko wtedy, gdy się zatnie przy goleniu... Filozof czyni, jak mu głos Logosu w sercu każe, doksonom zaś mówi tylko, mówi, mówi... ale nie swoje nawet słowa wypowiada, lecz powtarza, co w książce przeczytał. Nie potrafi ci on bowiem powiedzieć ni zdania jednego, aby nie cytować i podawać przypisu wraz z bibliografią. W sobie nie ma nic. Skóra sama, powietrzem napompowana. Słowa... uzależnione do sytuacji i miejsca siedzenia, od stypendium i pogody. Chciwy jest straszliwie. Boi się wszystkiego. Aportuje często.
Pozorant kryje się za słowami, jak za figowym listkiem, bojąc się obnażyć swoją nagość. Potrzebuje pośrednika, słownego medium... można by to nazwać filozofią pośrednią, gdyby nie to, że nie istnieje coś takiego, jak filozofia pośrednia, gdyż nie istnieje miłowanie kogoś/czegoś za pomocą pośrednika. Miłować można jedynie wprost. Miłość jest tylko bezpośrednia, więc i filozofia może być wyłącznie bezpośrednia. Inna nie istnieje.
Filozof bez historii filozofii, nadal będzie filozofem... gdyż nie potrzebuje historii do pośredniczenia w kontaktach z mądrością9. Pozorant w takiej sytuacji zniknie ogołocony, gdyż historia filozofii, słowa, twierdzenia i etymologiczne ozdobniki - to wszystko, co posiada.
Współczesny kryzys filozofii to nie tylko kryzys metodologiczny, ale przede wszystkim kryzys postawy. Filozofia będąca od zawsze umiłowaniem mądrości przejawiającym się apodyktycznie w aktywnej postawie wobec świata10, zastąpiona została światopoglądem, tj. postawą pasywną11. Bycie intelektualistą znaczy dzisiaj "operowanie słowem". Oznacza także zastąpienie rzeczywistości poprzez rzeczywistość wirtualną12. Współczesny człowiek coraz częściej żyje w świecie słów, kontaktując się z rzeczywistością za pomocą pojęć (za pomocą intelektualnej prezerwatywy). Żyje on w świecie, w którym nic nie jest prawdziwe (oprócz złudzeń), wszystko sprowadza się do terminów i definicji. Operowanie słowem jest łatwe. Dodać, zsumować, odjąć... i już nie ma żydów!
- ten sposób myślenia mógł pojawić się tylko w rzeczywistości, w której słowa stają się bardziej realne niż cokolwiek innego. W rzeczywistości, w której "żyć" znaczy "być zapisanym" ("być słowem"), a "umrzeć" znaczy "być odjętym", "zostać niczym więcej niż skreśloną nazwą". W rzeczywistości, w której nie mamy już do czynienia z żywą istotą, lecz z numerem wytatuowanym na ramieniu. W rzeczywistości, w której filozofia bezpośrednia polegająca na odczuwaniu, zaangażowaniu i aktywności - zastąpiona została filozofią miękkiego fotela, zastąpiona doksonomem, który przy herbatce będzie rozprawiać przez wszystkie dni swojego żywota o strukturze Wszechświata, o Prawdzie i Pięknie, o Dobru i złu, o bólu i etycznej powinności... A także o życiorysie Kanta.
Robert Surma
Przypisy:
1 Za ilustrację zjawiska filozofii bezpośredniej posłużył obraz filmowy wyreżyserowany przez Donnę Deitch (USA 1999) pt. "The Devil's Arithmetic" ("Diabelska arytmetyka"), w którym główną bohaterkę, Hannah, zagrała Kirsten Dunst. Film powstał na motywach powieści Jane Yolen.
2 Hannah w pewnym momencie stwierdza: Chyba polubię te wakacje!
.
3 Józef Bańka stwierdza: Nie ma nic gorszego dla nauki jak historyk, który poczuł się filozofem
. J. Bańka, Traktat o czasie, Katowice 1991, s. 35.
4 Na liście dyskusyjnej poświęconej filozofii Feyerabenda, jeden z dyskutantów powiedział o takich doksonomach, iż they use intellectual deodorants
. Ludwik Krzywicki dodaje: Kiedy rozmyślam nad dzisiejszą chwilą w filozofii... grono "filozofów" we frakach puszcza bańki mydlane
. T. Kowalik, Krzywicki, Warszawa 1965, s. 212; atque etiam: F. Donocik, Wprowadzenie do Estetyki, maszynopis, s. 37. Schopenhauer zaś stwierdza: Filozofia na uniwersytetach to szermierka przed lustrem. W istocie prawdziwym jej celem jest wyposażyć studentów w poglądy zgodne z gustem ministra przydzielającego katedry
. A. Schopenhauer, Świat jako wola i wyobrażenie, t. II, s. 297.
5 Chyba podobne wrażenie odniósł także Józef Bańka, który powiedział, iż Hegel już za młodych lat miał cechy starca. Zob. J. Bańka, JA TERAZ, Śląsk 1983. Fryderyk Nietzsche dodaje: I strzeżcie się uczonych! Nienawidzą was oni, gdyż bezpłodni są!
. F. Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, Poznań 1995, s. 263. Dlaczego zatem postacie takie przechodzą do historii filozofii? Może rację miał Max Scheler, który w "Pisma z antropologii filozoficznej i teorii wiedzy" stwierdza: Wielkie postacie historyczne nazbyt często stawały się "wielkie" tylko dzięki lichości i małości ludzi swej epoki
.
Krytykę współczesnej filozofii przeprowadza także Benjamin Hoff, który ustami Lao-tse stwierdza: Mądrzy nie są uczeni, uczeni nie są mądrzy
. Dobrze z tym współbrzmi cytat Chuang-tse: Studzienna żaba nie może wyobrazić sobie oceanu, ani też letni owad nie pojmie lodu. Jak więc naukowiec może zrozumieć TAO? Jest on ograniczony przez swą własną uczoność
. Benjamin Hoff uważa, iż przeciwieństwem TAO na Zachodzie jest Akademik, nudny jak flaki z olejem Roztargniony Profesor, Akademik Grabarz, którego Dysertacje Naukowe nie mają w sobie więcej z charakteru mądrości taoistycznej niż muzeum figur woskowych. [...] Niektórym z nas wydaje się zupełnie oczywiste, że wielu naukowców powinno wyjść na dwór i pobrykać sobie - przejść się po trawie, porozmawiać ze zwierzętami. Coś w tym stylu. [...] Dla Zasuszonego Naukowca nadawanie rzeczom nazw jest najważniejszą działalnością na świecie. [...] Naukowcy mogą być bardzo użyteczni i niezbędni w typowo dla nich nudny i mało zabawny sposób. Dostarczają oni wielu informacji. Chodzi jednak o to, że jest Coś Więcej, i właśnie to Coś Więcej jest tym, o co naprawdę w życiu chodzi
. Zob. B. Hoff, Tao Kubusia Puchatka, Poznań 1995, ss. 27-33.
6 W języku angielskim istnieje wyrażenie, które dobrze określa tego typu postać: He was good at talking the talk but not at walking the walk
. Również Popper nie miał złudzeń, co do możliwości przekazywania wiedzy za pomocą słów: Allow me to start with a confession. Although I am a very happy philosopher I have, after a lifetime of lecturing, no illusions about what I can convey in a lecture. For this reason I shall make no attempt in this lecture to convince you. Instead I shall make an attempt to challenge you, and, if possible, to provoke you
. I jeszcze krótka opinia Ludwika Krzywickiego: Wiedza to nie informacja, nie polega na znajomości faktów i fakcików. Można naszpikować swój mózg obficie szczegółami o przyrodzie i jej prawach, a przecież pozostać głupim, nawet arcygłupim
. Zob. T. Kowalik, Krzywicki, Warszawa 1965, s. 207.
7 W tym miejscu wskazane jest przytoczenie słów wielkiego humanisty Paula Feyerabenda: Lecz spróbujmy zastosować te słowa lub wzory do jakiegoś konkretnego wydarzenia, na przykład rozpaczy po utracie przyjaciela. [...] Czułem, że pisanie artykułów i prowadzenie wykładów to jedna rzecz, a życie - druga. Dzisiaj wydaje mi się, że miłość i przyjaźń są najważniejsze. [...] Ostatnio żona Grazia miała szansę na Nagrodę Nobla w fizyce, ale gdy zobaczyła nędzę w Indiach zajęła się opieką zdrowotną i ekologią
. Zob. P. Feyerabend, Zabijanie czasu, Znak, Kraków 1996, ss. 99, 176, 180.
8 Jak powiedział Bertrand Russell: Men are born ignorant, not stupid. They are made stupid by education
. Ludwik Krzywicki zaś, sztandar współczesnej edukacji (encyklopedię) nazwał najlichszą tandetą, jaka istnieje w zakresie produkcji umysłowej
. Zob. T. Kowalik, Krzywicki, Warszawa 1965, s. 209.
9 Stoicy rozróżniali między wykładem filozofii, a filozofią samą. Zob. Diogenes Laertios, VII, 39. Pierre Hadot przypomina, iż według stoików, części filozofii, czyli fizyka, etyka i logika, były w istocie nie częściami samej filozofii, lecz częściami wykładu filozoficznego [...] Filozofia sama, czyli tryb życia filozoficznego, to już nie teoria podzielona na części. W filozofii nie uprawia się już teorii działania słusznego, lecz postępuje się w sposób słuszny i właściwy. Wykład filozofii nie jest filozofią
. Polemon mawiał: Co by powiedziano o muzyku, który by się zadowalał czytaniem podręczników muzyki, a nigdy nie grał?
. Podobnie Epiktet: Cieśla wam nie powie: posłuchajcie mych tez o sztuce budowania, ale umawia się, że zbuduje dom, i buduje go
. Dopiero w średniowieczu, o ironio!, filozofia staje się działalnością czysto teoretyczną i abstrakcyjną. Zob. P. Hadot, Filozofia jako sposób życia [w:] "Res Publica" 1991, nr 7-8, ss. 151-153. Warto przytoczyć także słowa Józefa Bańki: Filozofia nie jest i nigdy nie będzie mogła być nauką
. J. Bańka, JA TERAZ, Śląsk 1983, s. 12. Podobne podejście do zgrzytu między tym, co teoretyczne a tym co praktyczne, reprezentuje film "The Neverending Story" w reżyserii Wolfganga Petersona, gdzie pojawia się teza o "bezpiecznych książkach" (tylko słowa) i takich, w których czytelnik przestaje być czytelnikiem, a staje się ich uczestnikiem.
10 Pierre Hadot stwierdza z naciskiem, iż filozofia to sposób życia. Bo mądrość nie tylko pozwala poznawać; pozwala być inaczej! Zob. P. Hadot, Filozofia jako sposób życia [w:] "Res Publica" 1991, nr 7-8, s. 150.
11 Bowiem z faktu posiadania światopoglądu (do tego często zasłyszanego) jeszcze nic nie wynika, żadna aktywność.
12 I nie chodzi tu bynajmniej o pojęcie z dziedziny informatyki. Rzeczywistość wirtualna, to rzeczywistość, którą tworzy sobie sam człowiek w swoim umyśle. To są jego złudzenia, przesądy, emocje, poglądy... Matrix. Rzeczywistości takiej sprzyja codzienne poruszanie się jedynie w sferze wysoko abstrakcyjnych pojęć. W tej pułapce tkwi współczesna filozofia... tkwi w rzeczywistości wirtualnej... w świecie słów... nie rzeczy samych!!!
Wykład na łonie natury
© Copyright by Agata Adamczyk 2002